Matki, reż. Paweł Passini

12:19

Świadectwa matek, które porzucały swoje dzieci, aby te nie zginęły w getcie. Świadectwa dzieci, którym udało się przeżyć. Dziś już dorosłe wychodzą na scenę, aby uczcić pamięć. Przekazać ją dalej. Szczere wyznania i opowieści, które mocno zapadają w pamięć stają naprzeciw historii, aby uświadomić innym, że te kobiety ratując jedno życie, odbierały szanse sobie. Ale one, były przede wszystkim matkami i nie wyobrażały sobie by móc postąpić inaczej

/fot. Krzysztof Bieliński/

O Żydówkach, które po dostaniu się do getta ratowały swoje dzieci (jedne zamykały pociechy w pudełku po butach, inne w koszu na koks, aby przedostać je na aryjską stronę) często się zapomina. Mówi się o wszystkim w ogół, tylko nie o nich. Nie o każdej z osobna. Doskonałym dowodem jest fakt, że wśród ogromnej literatury poświęconej zagładzie Żydów w czasie II Wojny Światowej brak tych mówiących o kobietach, które ratowały swoje dzieci od śmierci. Hołd w ich kierunku złożył Paweł Passini, który z pomocą dramaturżki Patrycji Dołowy stworzył spektakl zatytułowany Matki. Nie ważne w nim było zaprezentowanie artystycznych walorów tylko opowiedzenie prawdziwych historii, które będą świadectwem. Mamy, dzięki temu, świadomość, że to, co widzimy przed sobą nie jest żadną próbą narzucenia poszczególnych wątków, sytuacji, osób. To po prostu próba zrozumienia, czas dla widza i aktorów, którzy w tym przypadku sami stają się widzami. Dlatego też postacie, które grają nie mówią wyuczonych na pamięć kwestii, nie starają się wcielać w bohaterów, których przedstawiają. Zachowując prawdziwość siebie, czytają ze scenariusza przypisane kwestie. Za wszelką cenę starają się jednak pokazać prawdę, aby niczego nie odebrać kobietą, które traciły swoje dzieci. Dać im prawo do własnej opowieści.

Ten spektakl ma być po prostu opowieścią matek dobrze słyszalną i widzialną. I te historie stają się jeszcze bardziej wyraźne, kiedy na scenie swoje historie zaczynają opowiadać członkowie Stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu”: Elżbieta Ficowska i Joanna Sobolewska-Pyz oraz Romuald Jakub Weksler-Waszkinel. Wtedy to, co słychać staje się jeszcze bardziej namacalne. Mamy przed sobą osoby, które cudem ocalały przed zagładą. Porzuceni przez własne matki, otrzymali możliwość dalszego życia. I teraz pewni siebie, swojego losu i historii, wychodzą na scenę, aby o tym głośno powiedzieć. Nie pozostawiając tych opowieści bez żadnego wydźwięku, bo ich los dotyka tak głęboko, że nie sposób powstrzymać wzruszenia. Z pełną precyzją starają się pokazać jak przywiezione do getta matki nie myślały o niczym innym tylko o ratowaniu swoich dzieci. Chciały ochronić je przed śmiercią za cenę własnego życia. Nadać im rysy aryjskości, aby tam, po drugiej stronie mogły swobodnie żyć przygarnięte przez jakąś obcą rodzinę. Dla matek zostawiających swoje dzieci najważniejsza stała się nadzieja, że tam za murami istnieją jeszcze dobrzy ludzie. To uczucie pozwalało wierzyć im, że porzucone dzieci będą kochane. Za cenę utraty macierzyństwa, bo czy ich dzieci dowiedzą się, kto był ich prawdziwą matka? Może nigdy nie będzie im dane odkryć prawdziwe pochodzenie. Ale one wybierały rozwiązanie, które pomoże ich dzieciom, a je zabije. Bo ból po stracie był niemożliwy, pogodzenie się z tym i ciągła obawa czy wszystko poszło dobrze, zabijały je od środka. W dniu, kiedy decydowały się oddać swoje dzieci, przestawały żyć. Stawały się wrakami ludzi czekającymi już tylko na śmierć. Tego, co przeżywały nie uda się zrozumieć ani teraz ani nigdy później. Nigdy też nie ocenimy tych kobiet, matek, które ratowały, bo one są po prostu bohaterkami, którym należy oddać szacunek i uznanie.

Ogromnym wyzwanie stało się stworzenie do spektaklu Matki scenografii. Bo jak przedstawić historię cierpiących kobiet, aby nie przyćmić ich rekwizytami? W stworzeniu otoczenia dla płynących historii sięgnięto po każdy skrawek z opowieści tych kobiet. Pozostawiono zwalone mury, które mają być symbolem getta i wydarzeń tam się dziejących. Porozstawiano huśtawki z placu zabaw i dodano do tego wiele zabawek. W końcu zbudowano trzy domki. Tak, aby ledwo mieściły się tam osoby dorosłe. Ale aktorki wchodzą do tych domków i wczuwając się w rolę matek z getta, próbują w tych małych mieszkankach wyczuć swoje dzieci. Znaleźć jakieś znamiona, że one tutaj właśnie były. Z jednej strony wybudowane przestrzenie przypominają domki dla lalek, z innej domki budowane na drzewach. A bohaterki siedzą w tych niewielkich przestrzeniach zastanawiając się jak ich córki bądź synowie teraz żyją, jak wyglądają. W tej sztuce odpowiedź nie przychodzi, a nadzieja umiera, co widać w postawie Ewy Greś, która wciela się w jedną z takich matek. Cały czas biega w kółko po scenie przyglądając się mijającym ją dziewczyną. Szuka w nich swojego dziecka, które kiedyś porzuciła. Szuka i nie może znaleźć. Żadna z twarzy nie przypomina jej ukochanego dziecka, a przecież musi je poznać. Przecież każda matka powinna rozpoznać swoje dziecko Czuć, że to właśnie ono. Lecz czy naprawdę jest to możliwe po tym co się stało?

/fot. Krzysztof Bieliński/
Matki
reżyseria: Paweł Passini
tekst i dramaturgia: Patrycja Dołowy
przestrzeń sceniczna: Zuzanna Srebrna
multimedia: Maria Porzyc
muzyka: Daniel Moński, Paweł Passini
światło: Damian Bakalarz
obsada: Monika Chrząstowska, Ewa Greś, Ryszard Kluge, Joanna Przybyłowska, Joanna Rzączyńska, Alina Świdowska, Gołda Tencer, Jerzy Walczak, Ernestyna Winnicka oraz adeptki Studia Aktorskiego netTTheatre (Dominika Kimaty, Aleksandra Karpiuk, Anna Opolska, Noemi Berenstein, Olga Bury, Anna Puzio, Maja Furmaga, Paulina Wójtowicz)

*Spektakl z udziałem członków Stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu”: Elżbiety Ficowskiej i Joanny Sobolewskiej-Pyz oraz gościem specjalnym Romualdem Jakubem Wekslerem-Waszkinelem.

Zobacz także

0 komentarze

YouTube