Rok Ryszarda, reż. Joanna Zdrada

13:11

Człowiek, cywilizacja, konflikt. Niczym manifest wywieszony na drzwiach i czekający na reakcje. Ale takowej brak. Wszyscy słuchają orędzia „Do Polityków!”, do władzy, która na życzenie bohaterowi głównemu dać ma partię. Bo ten ma pomysł i wie, co zrobić z ludźmi i krajem, i z powierzonym mu państwem. Kto jednak chce całkowitą zawieruchę musi poczekać, aż bohater monodramu Rok Ryszarda nakarmi wszystkie ze swoich potworów i dojdzie do oczekiwanego apogeum

/fot. Robert Czepielewski/

Najpierw jest potok słów, ledwo trzymających się razem, ledwo zrozumiałych. Bohater jednak ani myśli się poddawać, małymi kroczkami dojdzie do swojej myśli przewodniej. Mianowicie do obszernego monologu, w którym wygłaszać będzie chęć objęcia władzy w państwie. Przedstawi wyborczy program, obrazi kilka grup społecznych i etnicznych, a potem wzywać będzie klasę robotniczą do wiary w jego osobę. Jeśli jednak jego sprzymierzeńcy zaczną wyznawać inne wartości on pójdzie za tym samym. Jest przecież jak chorągiewka na wietrze, którą wymachiwać można dowolnie. Kościół jest w modzie, to mówmy o bogu. Antysemityzm dominuje, to obrażajmy Żydów, śmiejmy się z Holocaustu, bo przecież pamięć o nim trwa tylko, dlatego, że ci, co go przeżyli zaczęli pisać. Książka nie dla klasy robotniczej, to wyrzućmy i książki, podpalmy biblioteki. A potem jak Chrystus zawiśnijmy na krzyżu, który da wiarę w to, że władza wybawi człowieka. Nasz bohater też zawiśnie na krzyżu, takim wymyślonym, bo półnagi stać będzie na wiadrze, oświetlony czerwonym światłem w pozycji ukrzyżowanego Jezusa. Tak, to jego postawa krzyczeć będzie, że we współczesnych czasach Bogiem będzie władza i polityka.

Psychopatyczna wizja nowoczesnego świata, zmusi nawet widza, że odpowiednio zmanipulowany zacznie bić brawo przedstawianemu złu. Ziemia się zatrzęsień, a bohater coraz głośniej mówić będzie o swoich przekonaniach i wzywać do nawrócenia w jego kierunku. W końcu ciało, władza, miłość i państwo to podstawa świata dzisiejszego i każdy w nie uwierzyć powinien. Chaotyczną wizję bohater tłumaczy lekami, które bierze. Ale jego stan umysłu zamiast się poprawiać snuje wciąż mroczniejsze wizje, o świecie, który należy do morderców. I tak bez końca, żeby zwyciężyło zło. Przedstawiany świat, choć straszny, od którego najlepiej trzymać się z dala, to tak przedstawiony przez bohatera, że widz zostaje w nim uwięziony, nie mogąc poruszyć się w żadnym kierunku, a już na pewno nie w kierunku drzwi, żeby uciec z widowni. Zostaniemy w tym rozgardiaszu do samego końca.

Aktorsko, monodram zagrany na najwyższych obrotach. Z pełnym zaangażowaniem i dobrym przygotowaniem. Nie sposób było nadziwić się ile różnych stanów psychicznych i emocji może kryć się w głównym bohaterze. A Robert Dudzik przebierał w tych zestawieniach i z minuty na minutę stawał się kimś innym. Kimś, w kogo łatwo uwierzyć. Kimś, kto z łatwością potrafi swojego odbiorcę zmanipulować. I podobnie było z reżyserią Joanny Zdrady, która wszystkie te stany i emocje musiała aktorowi pomóc uwolnić. Dodatkowo przygotowując spektakl tak, aby był chaotyczną wizją psychopaty żądnego władzy i tak właśnie się stało. W całej tej ciemności scenografii, kolorowych światełek i kwiatowych ozdób.

/fot. Robert Czepielewski/
Rok Ryszarda
tekst: Angélica Liddell
przekład: Bogumiła Wyrzykowska, Magdalena Śliwka
reżyseria: Joanna Zdrada
scenografia: Joanna Zdrada
muzyka: Krzysztof Konieczny
ruch sceniczny: Maćko Prusak
obsada: Robert Dudzik

Zobacz także

0 komentarze

Kanał You Tube