42. Opolskie Konfrontacje Teatralne - zakończenie [RELACJA]

11:03

Trochę smutno, trochę żal, ale pora na dobre pożegnać się z 42. Opolskimi Konfrontacjami Teatralnymi i powrócić do codzienności. A nie będzie to łatwe zadanie, bo mile spędzony czas w Opolu zatrzymałby mnie tam na dłużej. Niestety, przyszła pora powrócić do codzienności i zakończyć opolską przygodę


Na wstępie chciałabym podziękować Instytutowi Teatralnemu i Teatrowi im. Jana Kochanowskiego w Opolu za możliwość uczestniczenia w festiwalu, zaś wszystkim osobą pracującym i współpracującym podziękować dodatkowo za niesamowitą atmosferę i miłe przyjęcie. Poczułam się jak w domu z tym wyjątkiem, że miałam możliwość codziennie uczestniczyć w życiu teatralnym. Oglądać spektakle, słuchać niesamowitej muzyki podczas koncertów. Więc pora głośno powiedzieć, że ta edycja OKT udała się i to bardzo. Mimo, że nie uczestniczyłam w całości festiwalu, dane mi było zobaczyć ponowie Ślub w reżyserii Anny Augustynowicz oraz Księcia Niezłomnego Pawła Świątka, Wesele Jakuba Roszkowskiego (przepiękną inscenizację) oraz Kartotekę w reżyserii Andrzeja Majczaka. I jak się później okazało miałam to szczęście, że zobaczyłam wszystkie spektakle, które sięgnęły po nagrodę jury głównego, dziennikarzy oraz społecznego (werdykt można zobaczyć tutaj lub tutaj).

Spektakl Pawła Świątka nie zachwycił chyba nikogo. Zdecydowanie scena w opolskim teatrze nie sprzyjała tej inscenizacji. Nie to miejsce, nie ta realizacja. Miałam to szczęście, że widziałam Księcia Niezłomnego na macierzystej scenie w Teatrze Jaracza w Łodzi i tam z zapartym tchem śledziłam wszystko co działo się na scenie, a przede wszystkim zachwycałam się muzyką Dominika Strychalskiego. Na festiwalu całkowicie tego elementu zabrakło. Muzyka była źle słyszalna, nie niosła się po widowni tylko głucho odbijał od ścian. Mimo to jury główne doceniło to co Strychalski zrobił dla spektaklu i przyznało mu wyróżnienie za autorstwo i wykonanie muzyki do spektaklu. Cieszę się z tego, choć wiem że liczy się to co na festiwalu, a tutaj niestety muzyka nie wybrzmiewała dobrze.

Spektaklem, który zajął drugie miejsce w ilość nagród była Kartoteka Majczaka. Jakież było moje zaskoczenie kiedy posypały się nagrody dla tej sztuki, a to za rolę Wrony, Wujka i Profesora; a to za precyzyjne i twórcze zinterpretowanie uniwersalnej treści dramatu Różewicza. Oczywiście, sztuka w ciekawy sposób przedstawiała losy człowieka, który gdzieś zagubił się w swoim życiu, w społeczeństwie, w świecie i szukał jakiegoś sposobu, żeby pojąć to co go otacza i spotyka. Pokazywała również w ciekawy sposób mechanizmy działań ludzi, jak również zagubienie poszczególnych jednostek. Lecz, jak większość ostatnimi czasy spektakli, trochę Kartotekę przedobrzono. Na siłę otaczano głównego bohatera postaciami, które niedużo wnosząc do jego życia robiły wyłącznie na scenie niepotrzebny szum oraz wznosiły okropny wrzask. Zresztą dużo było też takich scen, który wypadałoby przekreślić i zamiast skupiać się na przedstawianiu każdej z postaci z mniejszą bądź większą precyzją, zająć się samym głównym bohaterem. I jeśli mnie przyszłoby już przyznać jakąś nagrodę dla Kartoteki to doceniłabym tutaj wyłącznie rolę Artura Steranko oraz drzwi w scenografii.

Słuchając początkowego werdyktu straciłam nadzieję, że Wesele Jakuba Roszkowskiego załapie się na jakąkolwiek nagrodę. I niestety, ale moje obawy się spełniły. Żadne z jury nie doceniło ani samej inscenizacji ani aktorskiego wykonu. Smutne to bardzo, bo ten spektakl był niespotykaną obecnie na scenach czystą teatralną formą. Był po prostu piękny pod względem wizualnym i estetycznym. Na długo zapamiętam lalki przyczepione do ciał aktorów i samych aktorów grających tymi lalkami. Zapamiętam to w jaki sposób poruszali się po scenie i co mi ofiarowali. Zapamiętam tę scenografię i dym unoszący się po widowni. Zapamiętam atmosferę i uczucie jakie towarzyszyły mi kiedy oglądałam spektakl. Dla mnie to właśnie Wesele jest zwycięzcą tegorocznej edycji Opolskich Konfrontacji Teatralnych. Bo nie do podrobienia jest to co Roszkowski zrobił na scenie, ani to jak aktorzy zagrali. Wreszcie tekst Wyspiańskiego zyskał nowy wymiar, wydźwięk. I naprawdę bardzo nisko chylę czoło przed wszystkim twórcami tej inscenizacji za możliwość przeżycia tego spektaklu wraz z nimi. Za możliwość obcowania z tak piękną teatralną formą.

Największym zwycięzcą okazał się Ślub Augustynowicz. Nagrody dla tej sztuki sypały się zewsząd. Docenieni zostali wszyscy aktorzy grający w sztuce (prawie wszyscy, bo Magdalena Żak została w tej wyliczance pominięta i właściwie to nie dziwi mnie to wcale), reżyseria oraz sam spektakl. I tutaj też należą się gromkie brawa, bo w tym wykonaniu Gombrowicz ożywa na teatralnej scenie. I nawet ja zaczynam takiego pisarza darzyć ogromną sympatią. Szczególnie cieszę się z nagrody aktorskiej dla Jędrzeja Wieleckiego za debiut w roli Władzia, bo jego aktorski wyczyn urzekł mnie już na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych, a tutaj w Opolu potwierdziło się i umocniło moje dobre słowo za tę rolę. I oczywiście zjawiskowa rola Matki w wykonaniu Joanny Matuszak, której grę nazwać można aktorstwem totalnym.

Już tak na zakończenie tylko powiem, że mam nadzieję, iż kolejna edycja będzie równie udana jak ta, a ocena jury jakoś bardziej przychylna spektaklom, w którym wykorzystywane są lalki, zaś spotkania pospektaklowe prowadzone z większym profesjonalizmem i zaangażowaniem. Mam też nadzieje, że jury nie będzie musieć sięgać znów po słowa, iż „wyraża zaniepokojenie sposobem interpretowania tekstów klasycznych, jaki obecnie dominuje w wielu teatrach, a zarazem ma nadzieję, że Komisja Artystyczna następnej edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” będzie miała bogatsze możliwości wyboru wartościowych realizacji scenicznych”. Mimo wszystko to był festiwal, który naprawdę uczynił Opole na te sześć dni teatralną stolicą Polski. Wracam do Warszawy uszczęśliwiona, że byłam jego częścią.

Zobacz także

0 komentarze

YouTube