Potrzeba zmiany. Wywiad z Magdaleną Stużyńską

12:30

W spektaklu Ludzie inteligentni w reżyserii Olafa Lubaszenki, który swoją premierę miała całkiem niedawno, możemy oglądać Magdalenę Stużyńską. Jej bohaterka Gina wydaje się być najbardziej roztropną postacią. Początkowo nie ulega przyjaciółką i nie wierzy w zdradę męża. Czas jednak pokaże, że i jej wiara w mężczyzn zostanie zachwiana. Ale o aktorce zrobiło się też głośno z innych powodów. Bo oto w życiu Magdaleny Stużyńskiej nadszedł czas „drobnych” zmian… i czas Internetu

/fot. archiwum prywatne/

Agnieszka Kobroń: W ostatnim czasie Internet obiegły dwie wiadomości na twój temat, o tym że założyłaś bloga ze swoją przyjaciółką oraz że odchodzisz z Kabaretu Moralnego Niepokoju. Chyba trafiłam na okres jakiś zmian w twoim życiu?
Magdalena Stużyńska: Wbrew pozorom te zmiany dzieją się bardzo spokojnie, tu nie ma żadnej rewolucji. Od dłuższego już czasu myślałam o założeniu bloga jak również o odejściu z kabaretu.

To może zacznijmy od bloga, skąd taki pomysł?
Od wielu już lat wraz z moją przyjaciółką, Anią Hernik-Solarską, chciałyśmy stworzyć coś wspólnie. Wpadłyśmy nawet na pomysł założenia miejsca spotkań dla kobiet. Bo mamy przekonanie, że kobiety mają w sobie ogromny potencjał i często właśnie w grupie potrafią go pomnożyć. Ale ten pomysł nie wszedł jakoś w życie. Później w mojej głowie pojawił się pomysł na założenie bloga i naprawdę długo o nim myślałam, ale jakoś nie mogłam znaleźć takiej przestrzeni w głowie, w sobie i w życiu żeby się w końcu zdecydować. Wielokrotnie z Anią rozmawiałyśmy o tym, ale wciąż brakowało tej determinacji. Chyba dlatego, że w tym czasie byłam taka anty social mediowa. Nie prowadziłam nawet profilu na Facebooku. Ale w końcu dojrzałam i do tego. (śmiech).

Co cię przekonało, żeby pójść w stronę tych mediów?
Moja sąsiadka. To ona powtarzała mi, że w dzisiejszym świecie działanie poza tym obszarem jest ograniczające, a za kilka lat będzie niemożliwe. W końcu pomyślałam, że jeśli teraz się z tym tematem nie zaprzyjaźnię, to później będzie jeszcze trudniej. Poza tym podobało mi się jak mój syn bawił się w obróbkę zdjęć w graficznych aplikacjach i ja też tak chciałam (śmiech). Najbardziej jednak zainspirował mnie Bartek Kasprzykowski. Widziałam jaką ma przyjemność z aktywności na Instagramie. Przekonałam się, że to nie boli, a nawet mi się spodobało. Wcześniej się w to nie wkręciłam, bo nie interesowałam się tym światem. Ale jak już otworzyłam te drzwi, to na dobre...

I teraz bardzo aktywnie działasz na Instagramie.
Tak i w to wkręciłam się całkowicie (śmiech). Na Fb bywam rzadko, Instagram to co innego… Strasznie go lubię. Po niespełna dwóch miesiącach "poznałam" grupę osób z całej Polski, z którymi się obserwujemy, wymieniamy opiniami czy spostrzeżeniami. Zdjęcia, które wstawiamy pokazują naszą wrażliwość i sposób patrzenia na świat. Cieszę się, że wirtualnie spotykam tam kobiety, które mają podobną wrażliwość, podobnie myślą jak ja, albo po prostu dzielą się swoim światem, pięknem. Odkąd mam takiego bloga i Instagram i piszą do mnie kobiety i dziewczyny w różnym wieku, to jest inspirujące. Chcę mi się na tych polach działać. Widzę, że gdzieś to trafia, że jest w tym jakiś przekaz.

Instagram jest też świetnym narzędziem, żeby zwiększyć czytelność waszego bloga.
Teraz już to wiem. I widzę, że te kobiety które mnie obserwują czytają również mojego bloga.

Z tego co udało mi się dowiedzieć to właśnie twoja przyjaciółka zmotywowała cię ostatecznie na założenie bloga?
Ja wpadłam na pomysł bloga, ale to Ania mnie zainspirowała. Ania miała kiedyś pomysł założenia kawiarni U Kryśki i Janki. Problem w tym, że obie nie mam głowy do planowania biznesowego. Musiałybyśmy myśleć o pieniądzach, sprawach administracyjnych i wielu innych, o których nie mamy pojęcia, a to już nie dawałoby nam takiej przyjemności. Bloga robimy po prostu z potrzeby serca. I nie musimy niczego załatwiać w urzędach, prowadzić księgowości itp.

Jak mówisz o blogu to cała promieniejesz.
To prawda, bo ogromnie się cieszę, że go założyłyśmy, chociaż nie wiem jak to będzie przebiegać w okresie wzmożonej aktywności zawodowej. Wierzę w dobre planowanie i w to, że damy radę.

To teraz powiedz co było tą motywacją, żeby odejść z Kabaretu Moralnego Niepokoju.
Od początku moim założeniem było, że moje dołączenie do kabaretu to rodzaj jakiejś przygody, że przychodzę tam na chwilę. Na jakiś bliżej nieokreślony czas. Ale bardzo mi się tam spodobało i zostałam trochę dłużej, bo całe pięć lat. Odejście nie było wynikiem żadnego rozłamu czy konfliktu, bo czułam się tam naprawdę bardzo dobrze. Na moją decyzję nałożyło się kilka rzeczy. Po pierwsze miałam nauczkę po serialu Złotopolscy, że nie można się kierować wyłącznie wygodą, stabilizacją i tym, że jest mi po prostu dobrze. Bo przy wszystkich zaletach tej sytuacji aktorsko przestało mnie to rozwijać. Potrzebowałam czegoś nowego. Poza tym zaczęły pojawiać się propozycje z teatrów. Za pierwszym razem odmówiłam, natomiast kiedy tych propozycji zaczęło się pojawiać więcej, miałam poczucie pewnej straty, było mi tego żal. I w momencie kiedy przyszła propozycja od Olafa Lubaszenki żeby zagrać w spektaklu Ludzie inteligentni, wiedziałam, że głupotą byłoby zrezygnować.

Tym razem przyjęłaś propozycję…
I nie było tutaj żadnych kompromisów, bo nie mogłabym połączyć grania w teatrze z występowaniem w kabarecie. W którymś momencie musiałam podjąć tę decyzję zwłaszcza, że na horyzoncie pojawiła się kolejna propozycja teatralna. Aktorstwo to jest mój zawód wyuczony i wymarzony. I mimo, że jest mi szkoda kabaretu, zwłaszcza tego czasu z chłopakami i tego, że praca tam jest przeciwieństwem pracy w teatrze pozbawionym aspektu stresu i napięcia, musiałam w końcu podjąć tę decyzję.
/fot. archiwum prywatne, przed spektaklem Ludzie inteligentni/
Zresztą, w tym zawodzie trzeba ryzykować. Nie można być w takiej strefie komfortu, bo to przestaje rozwijać.
A ja właśnie znalazłam się w takiej strefie komfortu i bezpieczeństwa. I potrzebowałam tej zmiany.

Myślisz, że propozycje teatralne, które zaczęły się pojawiać to zasługa tego, że występowałaś w kabarecie?
Niekoniecznie, teatr i kabaret nie zawsze mają tę samą publiczność. Myślę, że to kwestia całokształtu. Miałam przecież doświadczenie 12-letniej pracy w Teatrze Kwadrat. Poza tym, niewątpliwie za sprawą serialu Przyjaciółki zdobyłam bardziej masową popularność, która teraz w teatrze impresaryjnym ma niemałe znaczenie.

Czyli od teraz możemy się spodziewać, że w teatrze będzie cię coraz więcej?
Niedawno odbyła się premiera sztuki Ludzie inteligentni, którą gramy w Warszawie, w Teatrze Imka, ale mamy już zaplanowane występy w całej Polsce. Bardzo się cieszę, że w pracy nad tym spektaklem mogłam spotkać się z Izą Kuną i Magdą Boczarską. To było fantastyczne przeżycie.

Skoro już mowa o spektaklu Ludzie inteligentni to teraz możemy porozmawiać o twojej bohaterce. Bardzo emocjonalnej kobiecie, która daje się zmanipulować przyjaciółkom i zaczyna wierzyć w romans swojego męża.
Moja bohaterka jest przykładem na to, w jak prosty sposób ludzie ulegają manipulacjom. Z jaką łatwością wpadają w pułapki swoich projekcji. Widzą zdeformowaną rzeczywistość, głownie dlatego, że zamiast skupić się na swoich problemach przyglądają się życiu innych. A później takie zaobserwowane kalki i schematy przerzucają na swoje życie. Na swoich partnerów. Nie wiem z czego to wynika, może z tego że boimy się żyć własnym życiem, często żyjemy trochę fikcją, trochę takim światem wymyślonym, sensacją i tak dalej…

I my naprawdę chcemy tej sensacji w naszym życiu. Chcemy żeby coś się w nim zadziało.
Mam nadzieje, że to się będzie powoli zmieniać. Jesteśmy już zmęczeni nadmiarem bodźców i informacji. Poza tym ileż można żyć czyimś życiem?

Mogę powiedzieć, że właśnie o tym jest też sztuka Ludzie inteligentni.
Bohaterowie są hipokrytami, którzy nie mają wglądu w siebie. Rozłam w jednej z par zmusza pozostałych bohaterów do przyjrzenia się swoim związkom. Okazuje się, że każdy widzi w sposób nieco zniekształcony zarówno kryzys w związku przyjaciół jak i swoją relację projektuje na nie swoje lęki, grzechy i uprzedzenia. Niby jesteśmy ludźmi inteligentnymi i staramy się wszystko racjonalnie wytłumaczyć, ale ciągle zapominamy o tej inteligencji emocjonalnej.

Sam Olaf Lubaszenko podczas próby medialnej powiedział, że to są bardzo inteligentni bohaterowie, tylko że strasznie niedojrzali.
Ja się z tym zgadzam. Nasi bohaterowie pokazują powierzchowność kontaktów, zakłamanie w relacjach, które wynika z tego że ludzie często chcą uchodzić za kogoś innego niż są w rzeczywistości. W nieco wyolbrzymiony sposób pokazujemy mechanizmy tych oszustw.

Ale obok relacji w związkach dotykamy też samej istoty przyjaźni.
Rzecz jest o relacjach partnerskich i przyjacielskich. W tym układzie te relacje są silnie powiązane i mocno pogmatwane.

Na scenie widzimy nieustanną konfrontację świata mężczyzn i świata kobiet. Zawsze jesteście podzieleni, dopiero w finałowej scenie gracie razem. Jakbyś oceniła te dwa światy? Czym one się różnią?
Kobiety w naszej sztuce mimo wszystko mają lepszy wgląd w siebie i nie boją się konfrontacji, natomiast mężczyźni są bardziej zakłamani, są konformistami hipokrytami. Inteligencją emocjonalną kobiety biją mężczyzn na głowę.
Ale to wiemy (śmiech). Generalnie ta sztuka nie służy temu żebyśmy dowiedzieli się czegoś nowego o kobietach i mężczyznach. Tylko żebyśmy przejrzeli się w tych prezentowanych sytuacjach i być może w bohaterach zobaczyli siebie. Może to skłoni nas do wglądu w relacje czy to przyjacielskie czy to partnerskie. I prawdopodobnie nie odkryjemy Ameryki, ale czasami dobrze jest się przyjrzeć takiemu podziałowi świata na kobiety i mężczyzn, bo ten konflikt płci nieustannie trwa i nie sposób go zakończyć.

Po czym zostawiacie widza z takim zakończeniem… Chyba nikt nie spodziewał się, że w ten sposób rozwiążą się problemy bohaterów.
Ale to właśnie jest przykład i dowód na to, że ludzie inteligentni potrafią sobie nieźle skomplikować życie.

Zobacz także

0 komentarze

Kanał You Tube