W progu, reż. Bartek Konopka

13:19

Można by tutaj sparafrazować tytuł filmu Nie zadzieraj z fryzjerem i mówiąc o tym spektaklu powiedzieć: Nie zadzieraj z bibliotekarzem. A wszystko dlatego, że zbliżający się już do emerytury pracownik biblioteki postanowił znaleźć czytelnika, który oddał w spóźnionym terminie książkę. Ktoś pewnie pomyśli: szaleniec, ale kiedy usłyszy, że książka ta wróciła na swoje miejsce dopiero po 113 latach, sam zacznie zastanawiać się: - A cóż to takiego stać się mogło?

/fot. Bartek Warzecha/

Tak oto dowód po dowodzie starszy mężczyzna ruszył w podróż za nieznajomym. Właściwie to, w pierwszą podróż swojego życia. Bo jak sam się nieśmiało przyzna przed swoim widzem nigdy poza granice własnego kraju nie wyjechał. Osiadł w holenderskim miasteczku Hoofddorp na dobre. I dopiero zwrot książki po ponad wieku zapoczątkował lawinę niezapomnianych przeżyć w jego życiu, na które – właściwie to nie wiedzieć czemu – decyduje się dobijając do emerytury. Może dopiero teraz zauważył, że praca wypełniała mu całe życie, a on został na tym świecie zupełnie sam? A może tak po prostu poczuł chęć przeżycia jakiejś przygody?

Jego opowieść to przytaczanie faktów z podróży, którą odbył. Przedstawianie dowodów, jakie zebrał. Szczegół po szczególe. Z wielką drobiazgowością i… czułością wręcz. Bo kiedy zaczyna mówić o tym, co spotkało go za sprawą tej oddanej po czasie książki cały aż promienieje i z wielkim zafascynowaniem opowiada. Stara się za wszelką cenę przytoczyć każdy niuans. Stara się za wszelką cenę o niczym nie zapomnieć. Stara się za wszelką cenę zainteresować swojego słuchacza w równym stopniu jak stało się to z nim samym. Nawet, rzec można, że z czystą premedytacją zwabia widza do starej opuszczonej biblioteki, aby dodać koloru i tajemniczości tej historii. Cały zaś efekt spotęguje mu dodatkowo półmrok, w którym to pogrążono scenografię.

Marian Opania, który wcielił się w postać głównego bohatera zrobił to, czego spodziewać się można po takiej klasie aktorach. Całym sobą wszedł w swoją postać i zagrał na tyle prawdziwie, że skłonna byłabym powiedzieć, że opowiada historie z życia, lekko ją ubarwiając i dopisując do niej jakieś zmyślone fragmenty. A wszystko dlatego, że zrobił to w sposób wyjątkowy. Pokazał, że gra na scenie jest dla niego czystą przyjemnością. I najmniejszego znaczenia nie miał fakt, że mierzył się z monodramem. Rozumiem jednak głosy sprzeciwu wobec tego spektaklu, bo faktycznie sama opowieść rozciągnięta mocno w czasie w pewnych momentach zaczynała nudzić. Robiło się już za długo i co poniektórzy lekko na krzesłach zaczynali się kręcić. Ale… To przecież nie o sam spektakl chodzi, a o grę, którą Marian Opania radzi nas zaszczycać. I o tym warto pamiętać wydając jakikolwiek osąd w stronę sztuki W progu w reżyserii Bartka Konopki.

/fot. Bartek Warzecha/
W progu, czyli tajemnica zaniechanych spodni
Teatr Ateneum, Warszawa
tekst: Glen Berger
przekład: Hanna Szczerkowska
reżyseria: Bartek Konopka
scenografia: Marcin Stajewski 
muzyka: Jerzy Satanowski
obsada: Marian Opania

Zobacz także

0 komentarze

YouTube