Dziewczynki, reż. Małgorzata Wdowik

12:54

Spektakl Dziewczynki w reżyserii Małgorzaty Wdowik okazał się być eksperymentem, w którym poprzez zachowania dzieci dorosły powinien wejść w świat obcy mu już właściwie od wielu, wielu lat. Podejrzewam, że sama reżyserka jak i dramaturżka przede wszystkim skupiały się na świecie młodości i beztroski, który uciekł z pamięci dorosłym

/fot. Krzysztof Bieliński/

Chciały za pewne pokazać, a raczej przypomnieć, że historia kołem się zatacza, a wpojone przez rodziców zasady są mimowolnie przenoszone na następne pokolenia. Że mimo wielu prób, łamania schematów i konwencji wciąż pozostaje tak samo. Świat się nie zmienia, a dzieci przybierają pozy rodziców. Ewidentnie, chciano tutaj czegoś nauczyć, wyszczególnić pewne zachowania, które nie zawsze i przez wszystkich są akceptowane. Sama złapałam się na tym, że usłyszałam przytaczane przez narratorkę słowa, których sama w dzieciństwie nie cierpiałam, a które często słyszałam. I podejrzewam, że nie byłam jedyna na tej sali. Dlatego z jednej strony jestem wdzięczna za to, że ktoś w końcu potrafił zrozumieć mnie sprzed lat. Z drugiej jednak strony trochę ubolewam nad jasnością tego przekazu. Nad trudem, który zadać sobie trzeba, aby nadbudować do przedstawianych postaci jakiejś opowieści, dodać do ich zachowania jakiegoś sensu. Zrozumieć je.

Eksperyment ten nie objął jednak wyłącznie widzów, ale przede wszystkim to dziewczynki stały się w nim głównym elementem, który zapoczątkowywał wszystko i otwierał nowe pola interpretacyjne. Bohaterki na tej właśnie scenie musiały zmierzyć się z własnymi słabościami i lękami. Z własnymi problemami i wstydem, który w ich młodzieńczym życiu przytrafia się często. Pojawił się również problem dojrzewania i dorastania. Problem z sobą i postrzeganiem siebie przez innych. W końcu, dziewczynki stanęły oko w oko ze światem dorosłych i własnym sumptem i zasobem mierzyć musiały się z nim na własny rachunek. Tu z pomocą przyszła im Ewelina Żak, która oddając się w ich ręce staje się manekinem, które bohaterki dowolnie traktują. Nie starają się jednak zrobić jej krzywdy tylko od razu nabierają do niej przyjaznego stosunku, jak do własnej matki.

Najważniejszy w tym spektaklu pozostał jednak fakt, że dziewczynki nie przybrały póz aktorek, a pozostały sobą i to swoimi imionami zwracały się do siebie na scenie. Dlatego tak łatwo przyszło mierzyć się z realnym problemem, który przeżywają właśnie teraz i który próbują swojemu widzowi najzwyczajniej w świecie przedstawić. I o nim opowiedzieć. Po części wciągnąć też w opowieść o swoim dziecięcym życiu. Nie był to jednak spektakl, który w jakikolwiek sposób mógł dotknąć jakoś szczególniej. Poza dobrze czującymi się na scenie dziewczynami nic nie przykuło mojej uwagi. Może za wyjątkiem ich zawstydzenie, które często się pojawiało. Były jednak pewne tego, co robią i traktowały to jako popis przed dorosłymi. Nie dodało to animuszu i ogłady temu spektaklowi. Zszedł on na mieliznę pod płaskością postać, jakie dziewczynki sobą zaprezentowały. Na tyle, że w pewnym momencie nie wiedziałam, na czym powinnam skupić swoją uwagę, żeby jakoś lepiej wejść w ten spektakl. Żeby w ogóle jakoś lepiej zaczął się on w moich oczach prezentować.

/fot. Krzysztof Bieliński/
Dziewczynki
autorka: Weronika Murek
reżyseria: Małgorzata Wdowik
scenografia: Dominika Olszowy
choreografia: Marta Ziółek
dramaturgia: Joanna Ostrowska
reżyseria światła: Aleksander Prowaliński
obsada: Ewelina Żak, Dominika Biernat, Milena Klimczak, Wiktoria Kobiałka, Pola Pańczyk, Stefania Sural, Jagoda Szymkiewicz

Zobacz także

0 komentarze

YouTube