Aktorska siła młodego pokolenia [FELIETON]

10:32

10 edycja Festiwalu Boska Komedia zmobilizowała mnie do zastanowienia się na istotnymi kwestiami życia w teatralnym świecie. Bo tak właściwie po czterech latach spędzonych na intensywnym oglądaniu spektakli teatralnych, po obejrzeniu ponad 340 sztuk chyba coś do powiedzenia w tej kwestii mam. Nie wiem czy wynika to z braku pomysłowości reżyserskiej czy z ciągłego powtarzania dobrze znanych i wypróbowanych już zabiegów inscenizacyjnych, ale powolnym tempem dochodzę do wniosku, że coraz mniej rzeczy zaczyna mi się w teatrze podobać i coraz częściej nudzi mnie niemiłosiernie to co widzę na scenie


Gdy tak sięgam pamięcią wstecz, do spektakli które w ostatnim czasie mnie oczarowały, to doskonale widzę, że było ich naprawdę niewiele. A patrząc na napisane przeze mnie recenzje w tym sezonie teatralnym poza sztuką Opowiesć zimowa w reżyserii Marcin Hycnar czy spektaklem dyplomowym Otello w reżyserii Grażyny Kani i może jeszcze z dodatkiem jakiś trzech sztuk teatralnych nie oczarowało mnie bardzo nic. Nie wzdychałam z radości widząc, co na scenie się wydarza. Nie opowiadałam z zafascynowaniem znajomym, co ciekawego warto w teatrze zobaczyć. Łapię się nawet na tym, że zaczynam w głowie poprawiać sztuki niektórych reżyserów i układać sobie własne wersje ich spektakli. Ba, nawet wielki Krystian Lupa i jego Proces doprowadził do tego, że zaczęłam zastanawiać się czy warto iść na spektakl, który trwa dłużej niż trzy godziny. Bo potem jeszcze, w ślad za nim Wiktor Rubin i Jola Janiczak wystawiają spektakl Vernon Subutex, dzieło trwające ponad cztery godziny, które oglądałam gotując się ze złości, że marnuję swoje życie i czas na oglądaniu czegoś takiego. A paradoksalnie po takich nazwiskach można było spodziewać się czegoś, co na scenie potrafi jeszcze zaskoczyć i pokazać widzom, że temu duetowi pomysłowości nie brak.

Moje stwierdzenie jakoby po Procesie Lupy już nic w teatrze miało mnie nie zniszczyć zmieniło się w: jeszcze wszystko przede mną. Te moje rozmyślania kazały mi trochę dorosnąć i zastanowić się nad stwierdzeniem czy nie warto spektakli selekcjonować, a może po prostu oglądać mniej? A może wrócić do przeszłości i skupić się na starych dobrych spektaklach? A może poszukać czegoś w Teatrze Telewizji? Szybko jednak przyszło ogarnięcie siebie i swoich myśli, bo po raz kolejny oglądając na Festiwalu Boska Komedia spektakl dyplomowy studentów AST z Krakowa DO DNA w reżyserii Ewy Kaim znalazłam powód, dla którego jednak teatru opuścić nie mogę. Bo ze mną to jest tak. Zamiast dobrze znanych nazwisk szukam takich, które dopiero na scenie stawiają swoje pierwsze kroki. Młodych aktorów kończących szkoły teatralne, którzy dopiero wchodzą do tego wielkiego świata, a którzy osiągnąć mogą wiele (albo i nic jeśli i oto nie zawalczą). Aż wstyd się przyznać, ale śledzę te wszystkie TVN-owskie seriale, niekończące się tasiemce z TVP, a potem dorzucam do tego jeszcze produkcje Polsatu i szukam tych początkujących gwiazd, którym wróżyłam wielką przyszłość widząc ich grę w teatrze.

I w końcu doszłam do tego pouczającego wniosku, że wszystko dzieje się przecież w moim życiu przez teatr, bo to w nim staram się poznawać te nowe twarze. Staram się wynajdywać czas na oglądanie dyplomowych spektakli, aby i z nich wyłowić te najlepsze perełki. I wbrew pozorom, a może i powszechnemu myśleniu, skaczę z radości widząc jak wiele talentów na tych polskich scenach teatralnych się ukrywa. Jakimi spektaklami potrafią czarować. I podejrzewam, że żadna narodowa scena nie powstydziłaby się tego co w szkołach teatralnych można obejrzeć. Sama przecież sztukę DO DNA nazwałam objawieniem zeszłego sezonu i okrzyknęłam nawet najlepszym spektaklem teatralnym. Nie wspominając już o Opowieści o zwyczajnym szaleństwie Marcina Hycnara, która premierę miała 14 marca 2016 roku w Akademii Teatralnej w Warszawie. Spektakl był tak doskonały, że wspominam go do dziś. Do tego jeszcze niedawny Otello również w AT. I tak (powoli) powstaje cały zbiór aktorów, którzy czarują i wzbudzają zachwyt nad ich niemałym talentem. Ale, żeby gołosłownym nie zostać polecę Wam zamiast scen wielkich i głośnych wybrać sceny ciche i trochę na uboczu, sceny szkół teatralnych, i poszukać tam twarzy wyjątkowych, którym kiedyś w przyszłości wróżę wielkość talentu Janusza Gajosa. A tymczasem rozejrzyjcie się za takimi nazwiskami jak: Michalina Łabacz, Justyna Kowalska, Paulina Szostak, Bartosz Bielenia, Monika Frajczyk, Mateusz Kmiecik, Agata Różycka, Marcin Stępniak i całą obsadą spektaklu DO DNA: Agnieszką Kościelniak, Dominiką Guzek, Weroniką Kowalską, Janem Marczewskim i Łukaszem Szczepanowskim.

Zobacz także

0 komentarze

YouTube