Wiedźmy, reż. Krzysztof Jasiński

08:00

Nie był to Szekspir w najlepszym wydaniu. Nie było też dzieło warte zachodu. Wiedźmy w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego to sztuka, po której obejrzeniu nasunie się tylko jedno pytanie: po co panie reżyserze? Przez blisko trzy godziny można próbować znaleźć sens padających słów. Doszukiwać się jakiegoś wyrazu w tym, co właśnie ogląda się na scenie. Ale ani sensu ani wyrazu nie da odnaleźć się w tej sztuce

/fot. Paweł Nowosławski/

Początkowo można było przypuszczać, że spektakl miał znaleźć swoją grupę odbiorców wśród koneserów i znawców Szekspira, bo w Wiedźmach usłyszymy całą mieszankę tekstów i zobaczymy sceny z Hamleta, Otella, Romea i Julii, Burzy, Króla Leara, Edwarda III i Makbeta. Lecz nie okazało się trudne rozróżnianie tych dzieł nawet i dla laika, dla kogoś kto nie żyje Szekspirem na codzień. Bo kto choć raz przeczytał te dramaty z łatwością mógł wynajdywać poszczególne konteksty. Zrobiło się jak w jakimś teleturnieju gdzie widz w pełnej uwadze i skupieniu śledził to co ma przed sobą. A potem dopasowuje do siebie elementy układanki. Momentami może trzeba było starać się nawet bardziej, ale wygrana należeć miała się każdemu. Tylko jak cieszyć się takim spektaklem kiedy żadna ze scen nie układała się w całość. Żadna ze scen nie próbowała nawet połączyć się z inną. Każda istnieć miała jako oddzielny byt, a jedynym elementem który wskazywał że jednak wciąż o Szekspirze w tym spektaklu mowa to ci sami aktorzy, którzy w zależności od powodów przybierali takie a nie inne role. Na ich barkach też nie spoczęło łatwe zadanie, bo jak tu zagrać dobrze jedną rolę, jak w tym spektaklu nie ma żadnego konkretnego rysu postaci. I chyba nawet śmiem postawić tezę, że nie ma postaci w ogóle. A reżyser może i ciężko pracował z aktorami, ale poza kilkoma rolami męskimi: Andrzeja Róga, Radosława Krzyżowskiego, Dariusza Starczewskiego i Krzysztofa Kwiatkowskiego, nie wiem czy warte było w tym aktorskim popisie coś do zobaczenia.

Ale z dość mrocznej (i ciężkiej) inscenizacji, która spadła na akt pierwszy chciano widza wybawić i dać mu powiew radości oraz humoru. Tak oto (i zapewne) stworzono akt drugi trwający tylko (albo aż) trzydzieści minut. W nim zrobiło się już bardzo wesoło, aktorzy śpiewali jakieś przyśpiewki, wygłupiali się, tańczyli, a w efekcie poza tym że na scenie byli nie zrobili niczego wartego zauważenia albo docenienia. Wybaczcie, ale po tak ciężkiej pierwszej połowie ta stała się nie do zniesienia. Była jak koszmar senny, z którego budzisz się przestraszony. Nie dało się na to patrzeć, a stopień społecznego zażenowania mógł wtedy sięgnąć zenitu. Nie zapominając przy tym o tych piosenkach, które brzmiały jak z kiepskiego musicalu - mnie tutaj idealnie pasuje Hight School Musical. Było źle i nie da się tego przemilczeć chociaż można bardzo chcieć.

Jedyne na co w tym spektaklu można było popatrzeć to przede wszystkim wizualizacja. Ta robiła wrażenie i to ogromne. Z radością patrzyło się na zmieniające projekcje, a co za tym idzie na zmieniającą się scenografię. Muszę przyznać, że dawno na scenie nie widziałam czegoś takiego. Bo nie tylko dostarczało to wrażeń wizualnych, ale również tak wtapiało się w sam wydźwięk dzieł Szekspira, że gdyby w tym spektaklu monolog wiódł tylko Andrzej Róg kupiłabym całości. Wielki szacunek, za wydźwięk jaki ta wizualizacja za sobą niosła i co na scenie potrafiła zrobić. Nie zaniedbano również reszty wizualnych smaczków. Rekwizyty i kostiumy aktorów również stały się przyjemnym dla oka widokiem. Tylko, że w całości - chociaż obrazek na scenie był przyjemny - zabrakło pomysłu na inscenizację. Jakiegoś słowa do widza. Albo co najlepsze samej koncepcji. Zapomniano o najważniejszym, że jeśli robić mieszankę dzieł Szekspira to wypadałoby zrobić to już z klasą i pomysłem. Może jakoś wszystko skumulować i zrobić historię, która utrzyma się na scenie, a nie z braku jakiś przekazów upada z niej po pierwszym kroku? Albo zamiast kilku dzieł wybrać jedno i z niego próbować zrobić dobrą adaptację?

/fot. Paweł Nowosławski/
Wiedźmy
scenariusz i reżyseria: Krzysztof Jasiński
scenografia: Justyna Łagowska
muzyka: Piotr Grząślewicz, Marcin Hilarowicz
animacje: Plankton / Paweł Czapla, Krzysztof Urbański
tłumaczenie: Stanisław Barańczak
obsada: Jerzy Trela / Andrzej Róg, Beata Rybotycka / Urszula Grabowska-Ochalik, Agata Myśliwiec-Grząślewicz / Dorota Kuduk, Joanna Pocica / Paulina Kondrak, Krzysztof Pluskota / Radosław Krzyżowski / Krzysztof Zawadzki, Dariusz Starczewski / Grzegorz Mielczarek, Marcin Zacharzewski / Krzysztof Kwiatkowski

Zobacz także

0 komentarze

YOU TUBE