Wielcy inni: Jezus, Gombrowicz, Osiecka, reż. Jacek Kozłowski

19:22

Monodram Wielcy Inni: Jezus, Gombrowicz, Osiecka wałbrzyskiego teatru pozostanie w pamięci widzów na długo, jak nie na zawsze. Ta szalona opowieść łącząca w sobie świat religijny i artystyczny ośmieszała, bawiła, ale jednocześnie dawała sporo do myślenia


Jezus Chrystus. Witold Gombrowicz. Agnieszka Osiecka. Trzy postacie niemające ze sobą nic wspólnego, a jednak spotykające się w jednym monodramie. I wystarczył zielony dres, przykrótkie spodnie i buty na zmianę, aby stać się jednym z bohaterów. Pod postacią Jezusa Chrystusa krył się człowiek naśmiewający się z Biblii i Boga Ojca. Człowiek, który rozumie gender i homoseksualizm. Wypominający nawet aferę o krzyż pod Pałacem Prezydenckim, bo jak sam podkreślił tam gdzie jest krzyż, tam go nie ma. Ten Jezus Chrystus to nie cudotwórca żyjący w czasach Heroda, tylko postać nowoczesna próbująca odnaleźć się pod panowaniem obecnego prezydenta. Jego osoba, jako syna Stwórcy, wreszcie, przestała być ważna, a skupiła się na zwykłych ludzkich sprawach, z którymi walczy i których zabrania kościół. Nawet ja znajdująca się od Boga daleko, w takiego Zbawiciela jak przedstawiła Mirosława Żak uwierzyłabym od razu, a nawet w pierwszym rzędzie podczas Mszy Świętej nie zawahałabym się stanąć. Wcielająca się w role tytułowych bohaterów Mirosława Żak tak charyzmatycznie prowadziła swój monolog, że publiczność nie spoglądając ani razu w bok, jak oczarowana wpatrywała się w aktorkę. Zrobiła ona niezłe show na granicy stand-upu wykazując się nienaganną dykcją i talentem. A kiedy przyszło jej jeszcze zaśpiewać, to na dźwięk jej głosu dreszcz ekstazy pojawił się na ciele widzów.

Druga figura poświęcona została Witoldowi Gombrowiczowi i jego cudowności. Oczywiście słowo: cudowność należy wziąć w duży cudzysłów, bo ten wielki pisarz został ośmieszony i zdegradowany do pozycji człowieka normalnego, prostego i najzwyklejszego. A, żeby dokopać już leżącemu, wytkniętych zostało mu także wiele jego niedoskonałości, przywar, jak również homoseksualizm i rozwiązłe życie seksualne. A wszystko za sprawą jego żony, która zezwoliła na opublikowanie Kronosa. Ileż to on razy podczas trwania monodramu „żarliwie” dziękował Ricie za publicznie upokorzenie. I na samym końcu figura Agnieszki Osieckiej, tej która piła w nadmiarze i sypiała z kim popadnie. Oprócz licznych uwag w stronę jej zachowania, wspomniano o Magdzie Umer, której Osiecka szczególnie nie lubiła i o Maryli Rodowicz, która została oskarżona o kradzież twórczości poetki. 

Chociaż te trzy postacie są od siebie odległe to pomysł Jacka Kozłowskiego na ich połącznie okazał się trafionym. Reżyser w zgrabny sposób dokonał przejść między poszczególnymi bohaterami dając tym samym gwarancje, że nie zleją się one w jedną całość, a tworzyć będą indywiduum. Przez co spektakl stał się zabawną parodią o ważnych dla Polski osobowościach, które nie do końca są doskonałe jak wyobrażają sobie ludzie. A ten ośmieszający ton stał się na tyle zabawny i ciekawy, że nie sposób było zbulwersować się na tematykę monodramu, o co trudno być nie powinno, zważając na to jak tytułowi bohaterowie zostali poniżeni i obrażeni.


Wielcy inni: Jezus, Gombrowicz, Osiecka
tekst/reżyseria: Jacek Kozłowski
aranżacja piosenek: LieBerKnapp Trio w składzie – Wojciech Bergander (bass), Remigiusz Knapik (klawisze), Bartłomiej Libera (perkusja)
obsada: Mirosława Żak

Zobacz także

0 komentarze

YouTube