SOUNDWORK, reż. Wojtek Blecharz

14:15

Na spektakl idziemy z myślą zobaczenia świetnie grających aktorów i pomysłowo wyreżyserowanego dzieła. Chcemy zasiąść wygodnie na widowni i tak przez dwie, trzy, a czasami nawet i pięć godzin, oglądać sztukę, która albo będzie nas bawić, albo wynosić na wyżyny intelektualne. I kiedy tak czyta się opis spektaklu SOUNDWORK, zda się, że żadna z tych rzeczy nie wydarzy się na scenie w ogóle i choć rzeczywiście tak jest, to propozycja reżysera, Wojtka Blecharza, przenosi nas w inny, dotąd nieznany teatralny świat


Czy ktoś zwracał kiedykolwiek uwagę na dźwięk w teatralnych sztukach? Często jest przecież tak, że jest on po prostu dopełnieniem danego spektaklu, przechodzi niezauważony, bo cała uwaga skupiona zostaje na aktorach. A tutaj, w SOUNDWORK, widz dostaje wszystko w odwrotnej kolejności. To dźwięki stają się najważniejsze, gry aktorskiej nie ma prawie w ogóle, a scenografia to zbiór najróżniejszych przedmiotów, które wypełniać będą widownie szmerami, szelestami, zgrzytem. Widowisko zaczyna się od spokojnych dźwięków, wprowadza w nastrój, stopniowo przenosząc w zupełnie inne rejony, w końcu wyzwalając całą swoją moc. Patrząc na to z innego punktu widzenia, śmiało można powiedzieć, że mamy klasyczny spektakl z dobrym początkiem, dobrze poprowadzonym rozwinięciem i mocnym zakończeniem. Z małym wyjątkiem, że w tym wypadku rozmawiać będziemy o muzyce i dźwiękach. Spektakl przede wszystkim za cel postawił sobie uczulenie widza na napływające z otoczenia dźwięki. Chciał pokazać, że muzyką jest wszystko i z wszystkiego tę muzykę można zrobić. Aktorzy, biorą udział w tym innowacyjnym eksperymencie i sami próbują zdobyć wyznaczony cel. Grają na wszystkim, i to dosłownie, na: ramie od łóżka, kieliszkach, suszarce do ubrań czy własnej skórze, ucząc się ważności poszczególnych dźwięków. Aż niewiarygodne staje się to ile potrafi zrobić mały szmer w naszym życiu.

Każda melodia wydaje się być odpowiednio przygotowaną i skomponowaną. Dobrze przemyślaną nie tylko przez samego reżysera, ale również aktora. Lecz takie myślenie jest bardzo złudne, bo ta kombinacja różnych dźwięków to całe mnóstwo improwizacji, które wymyślane są pod wpływem danego dnia czy nastroju. Sam dźwięk, choć wykreowany „na zawołanie” stają się lustrem każdego z aktorów. To przecież oni wszystkie dźwięki wydobywać będą z wnętrza siebie, bo to od ich nastroju, temperamentu, a nawet i pogody, zależeć będzie to, co zagrają. A w tym, co pokażą będzie można doszukiwać się ich własnego życia, tego poza teatralną sceną. Lecz to lustro nie jest zwykłym zwierciadłem, w którym przeglądać się będą aktorzy, to najprawdziwsze lustro weneckie, w którym przejrzy się i widz. Oprócz odczuwania i przeżywania emocji, kluczowa stanie się tutaj obserwacja samego siebie, reakcji na dany dźwięk. Sprawdzenia własnej wrażliwości na otaczający świat muzyki. I kiedy SOUNDWORK dobiega końca uwrażliwienie na dźwięk jest już na tyle duże, że po opuszczeniu teatru każdy szum z ulicy wydaje się inny, zaczyna rozróżniać się dźwięki, obok których kiedyś przechodziło się obojętnie. I nawet to, że spektakl nie zawiera słów i nie opowiada żadnej historii uczyniło go wyjątkowym ponad wszystko. Przede wszystkim dlatego, że uwrażliwiło widza na dźwięk, który w sztukach jest tak bardzo ważny, a tak często zapominany.

/fot. trwarszawa.pl/
SOUNDWORK
muzyka, libretto, reżyseria: Wojtek Blecharz
kostiumy: Konrad Parol
ruch sceniczny: Karol Tymiński
światło, projekcje wideo: Robert Mleczko
research, warsztaty DIY: Izabela Smelczyńska
soundesign, realizacja dźwięku: Jarosław Grzelak
konsultacja dramaturgiczna: Roman Pawłowski
asystentka reżysera: Karolina Gębska
asystentka kostiumografa: Aniela Sieczkowska
materiały wideo: Ewa Łuczak
obsada: Jan Dravnel, Natalia Kalita, Hanna Klepacka, Magdalena Kuta, Rozalia Mierzicka, Paweł Smagała, Maja Wachowska, Magdalena Żak

Zobacz także

0 komentarze

YouTube