Kram z piosenkami, reż. Cezary Tomaszewski

09:41

Ciężko powiedzieć czym Kram z piosenkami w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego się stał. Ciężko też dochodzić tego co sam twórca miał zamiar powiedzieć decydując się na przeniesienie tego dzieła na scenę. Ciężko nawet zastanawiać się czy była to próba w jakikolwiek sposób udana, bo na moje oko i zmysł spektakl ten stał się prostą opowieścią o niczym

/fot. Magda Hueckel/

Kiedy świat po raz pierwszy usłyszy o Kramie z piosenkami będzie grudzień roku 1945. To wtedy w Lingen, Leon Schiller zdecyduje się dla osób, które w wyniku wojny znalazły się poza granicami swojego kraju, dla tzw. dipisów, przygotować dzieło mające przybliżyć ich nieco myślami do ojczyzny, którą porzucić musieli. Z piosenek staropolskich, ludowych, żołnierskich i biesiadnych (które zresztą sam odszukuje) tworzy kolaż obrazów wszelakich wspominających polskie dzieje. Cezary Tomaszewski na pewno podąża nieco odmiennym śladem niż prawowity twórca dzieła. Daleko mu do przejrzystych i kolorowych obrazów, do żwawych piosenek i licznych wspomnień, woli skupić się na szarej teraźniejszości i zrobić z tych piosenek żartobliwą wizję niedocenienia własnej kultury, tradycji i dziedzictwa.

Aktorzy wychodzą na scenę w kostiumach, których chyba wypada nazwać modą czasów hipsterów. Tylko taką nieco cofnięto w czasie. Niby jest oryginalnie i inaczej, ale wciąż z zachowaniem pewnego szyku i ustalonych norm. A te normy też nie byle jakie, bo na scenie spotykamy się z ludźmi kultury, którzy mają zamiar nauczyć się śpiewać i grać na instrumentach, aby wystąpić na festynie w bliżej nieokreślonej wsi. Obserwujemy ich proces twórczy i dążenie do perfekcji, która i tak nie nadchodzi. Coś tam ćwiczą, coś tam próbują, ale wciąż nie jest tak jak powinno. Ich nieudolny śpiew aż kuje w uszy, a to w jaki sposób próbują coś zrobić razi w oczy. Nie chce się tego oglądać przynajmniej nie w takim wykonaniu, co nawet za mną na głos powiedziała jedna z pań siedzących na widowni.

Te piosenki w ustach aktorów stają się po prostu zbyt proste. Pozbawione sensu. Bez nacisku na konkretne akcenty, spłaszczane w sposób niewyobrażalny, tak że wypada powiedzieć, że stają się po prostu głupie. Dodajmy do tego jeszcze, że ten nieudolny śpiew to nie tylko niedbałości w śpiewie aktorów, ale również wynik złego nagłośnienia. Ale żeby aż tak nie lekceważyć trudu aktorów, to proszę uwierzcie, ale gdyby nie oni to podejrzewam, że spektakl ten byłby nie do obejrzenia już po dwudziestu minutach, a tutaj z trudem ale wytrzymujemy blisko dwie godziny. A tak przynajmniej można było oko zawiesić na postaciach, które kreowali. Najbardziej urzekają tutaj role męskie, zwłaszcza Andrzeja Kłaka i chociaż często znajduje się z boku, zda się grać pierwsze skrzypce w całym tym spektakl. Skoro, więc aktorzy się starali, to chyba ta inna wizja reżysera, ta bardziej nowoczesna i cool zawiodła. Niestety, z tego Kramu z piosenkami został tylko chwilowy śmiech i totalna konsternacja tego co na scenie Teatru Powszechnego wyreżyserowano.

/fot. Magda Hueckel/
Kram z piosenkami
tekst: Leon Schiller
reżyseria: Cezary Tomaszewski
aranżacja muzyczna, przygotowanie wokalne: Weronika Krówka
dramaturgia: Iga Gańczarczyk 
scenariusz: Aldona Kopkiewicz
scenografia i kostiumy: Bracia (Agnieszka Klepacka, Maciej Chorąży)
charakteryzacja: Kacper Rączkowski 
reżyseria światła: Antoni Grałek
obsada: Aleksandra Bożek, Arkadiusz Brykalski, Anna Ilczuk, Michał Jarmicki, Andrzej Kłak, Weronika Krówka, Maria Robaszkiewicz, Wiktor Loga-Skarczewski, Oskar Stoczayński

Zobacz także

0 komentarze

YouTube