Biesy, reż. Natalia Korczakowska

10:43

Przygotowując Biesy Natalia Korczakowska (reżyseria i adaptacja) oraz Adam Radecki (adaptacja) za punkt honoru obrali sobie być szczerym wobec widzów od samego początku trwania spektaklu. Nie szczędzili aktorskich słów na mówienie, że świat może być piękny i wspaniały, że może być w nim inna wizja niż ta jakoby był on zły, zimny i okrutny

/fot. Krzysztof Bieliński/

Wyrzucając na pierwszy plan ród Romanów ginący w szklanej pudełkowej przestrzeni w kłębach dymu zrobił swoistą klamrę mówiącą o tym, że niezależnie jaki świat i jakie czasy przed ludobójstwem nie powstrzyma się nikt jeśli i taka konieczność przyjdzie. A nam, będącym naocznymi świadkami tego wydarzenia przyszło czynnie uczestniczyć w tych zbrodniach. I siedząc ze spokojem na wyznaczonych miejscach, patrzeć jak ludzie umierają. Tu Korczakowska dosłownie wskazuje, że było wiele mordów, w których nikt nie odważył się krzyknąć nie. Że nikt nie potrafił się przeciwstawić. Wszyscy bojąc się o swój los siedzieli zaszczuci w swoich norach. A jak to Zofia Nałkowska napisała to przecież ludzie ludziom zgotowali ten los. Na wstępie zginie dynastia carska, w zakończeniu bohaterowie spektaklu. I chociaż dzielić nieustannie będziemy ich tutaj na młodych i starych to właśnie pierwsza z tych grup okaże się elementem niechcianym. Elementem, który trzeba unicestwić. Bo przecież oni tylko sprawiają problemy. Chcą rewolucji. Zmian. Nowych porządków. Nowego świata. Inności. Otwartości. A przecież poza nimi nikt tego nie chce.

Młodzi ludzie, jako ta grupa, która wciąż poszukuje, zaraz na wstępie odbije się od ściany i poglądów osób innych, ważniejszych, starszych. Tylko, że po tej starości też niewiele zostanie. Stiepan Trofimowicz (Stanisław Brudny) i Barbara Pietrowna (Irena Jun) prowadząc żywą rozmowę o obecnej codzienności udowodnią tylko, że nie potrafią rozumieć zmiany czasów i zmiany ludzi. A po tym krótkim wstępie znikną na dobre zostawiając po sobie tylko posmak dawności, prawdziwy obraz mówiący o tym, że w tym spektaklu brak będzie konfrontacji ze zdaniem ludzi młodych. Nawet syn Stiepanowicza Piotr Wierchowieński (Tomasz Nosinski) będzie całkowicie inny niż on. Sprytny. Cyniczny. Manipulator. O diabolicznym usposobieniu. Pojawi się na scenie, aby opowiedzieć o swoich przemyśleniach, spostrzeżeniach, ideach i poglądach. Okaże się postacią, która potrafić będzie wnieść do tego spektaklu nutkę czarnego charakteru i złego świata. Z kolei Aleksiej Niłycz Kiriłłow (Robert Wasiewicz) zagra w tym spektaklu pierwsze skrzypce i to za jego myślą przewodnią o samobójcach pójdzie wielu. Będzie chciało się słuchać jego wywodów i całego mnóstwa monologów, które opowiadać będą o słuszności decydowania o własnym życiu. I chociaż będą momentami niechlujne, trafiać będą w punkt samego spektaklu, który przecież jakiś kurs obrał. No i posłuchamy trochę i o Bogu i o polityce, i o świecie. Tyle, że w żaden sposób nie będzie to świat współczesny. A zaledwie wycinki z czegoś co nawet ciężko bliżej określić.

Korczakowska poszatkuje Dostojewskiego na miliony różnych kawałków, a później w zależności od własnego chciejstwa układać będzie jakieś zdania, naddawać jakieś sensy. Nic jednak z tej paplaniny nie wyjdzie, a dzieło to zapewne i dla znawców autora okaże się trudne w swej wymowie. Owszem Korczakowska próbuje, stara się, robi dzieło, któremu próbuje nadać ważności. Niestety tym co robi i jak robi brak odkrycia czegoś nowego, jakiejś rewolucyjnej myśli. I jedynie w roli Szygalewa (Halina Rasiakówna) i dialogu jaki prowadzi ze swoim oprawcą (Bartosz Porczyk) Korczakowskiej na chwil uda się oderwać od dzieła Dostojewskiego i poznać nowego człowieka i nowy świat, który stworzony pisarską ręką Szygalewa okazuje się być jedną wielką pomyłką. Przez ludzi, którzy w nim żyją i przez przestrzeń, którą tym udaje się stworzyć. Sam autor w końcu powie, że nie wie co i jak się stało. Halina Rasiakówna jest w swej roli nieprzejednana. Obiera własny kurs na postać i prowadzi ją tak, że momentami aż dech zapiera w piersiach. Jest doskonała w wypowie swej postaci i roli, którą stwarza.

Efekt wizualny tego spektaklu jest równie niesamowity. Niewiele kontrastów i dużo mroku, stwarza kameralne dzieło, które widać, że niesie sobą jakąś tajemnice. Że ma w swej strukturze coś przerażającego czego jednocześnie się boimy, ale chcemy to poznać. Nicolasa Grospierre i Olga Mokrzycka-Grospierre tworzą scenografię, którą się po prostu chłonie. Chce się ją oglądać, patrzeć na nią, a nawet poznawać jej liczne zakamarki. Do tego odpowiednio oświetlona tworzy przestrzeń naprawdę wielką i nieokiełznaną. Problem jednak w tym, że tworzą przestrzeń, którą Małgorzata Szczęśniak chętnie by przygarnęła do swojego spektaklu, bo dodali do swojego dzieła wszystko to co scenografka używa już od lat. Inspirację dziełami Szczęśniak widać ogromną, co jak wiadomo trochę wartości ujmuje dzieło Nicolasa Grospierre i Olgi Mokrzyckiej-Grospierre. A skoro zachciano korzystać z wielkich to nie mogło też zabraknąć inspiracji Krystianem Lupą i scenografią w jego spektaklu. Zwłaszcza tym stołem, a raczej odpowiednią zastawą, która rozłożony zostaje na scenie. I naprawdę bałam się, że ten stół okaże się tym do którego wszyscy usiądą i zaczną wieczerzę, na szczęście to była tylko prowizorka. A wszystko potoczyło się raczej w stronę odosobnienia poszczególnych bohaterów, a nie łączenia ich wspólną kolacją. Niestety poza scenografią, która jest dobra, światłem, które również jest dobre i aktorom, którzy się starają, niewiele w tym spektaklu rzeczy dobrych i wiadomych. Przyjemnie się to wszystko ogląda, ale gdyby tak doszukiwać się sensów głębszych i prawd najprawdziwszych to sądzę, że poza samymi twórcami niewielu to odkryje/zrozumie.

/fot. Krzysztof Bieliński/
Biesy
autor: Fiodor Dostojewski
tłumaczenie: Adam Pomorski
reżyseria: Natalia Korczakowska
adaptacja: Natalia Korczakowska, Adam Radecki
dramaturgia: Adam Radecki
scenografia: Nicolas Grospierre, Olga Mokrzycka-Grospierre
reżyseria światła: Aleksander Prowaliński
kostiumy: Marek Adamski
muzyka: Marcin Lenarczyk, Wojtek Zrałek-Kossakowski
reżyseria video: Marek Kozakiewicz
efekty specjalne: Andrzej Słomiński
asystent reżysera, kierownik produkcji: Aleksandra Wiśniewska
asystent kierownika produkcji: Małgorzata Cichal
asystentka kostiumografa: Kornelia Dzikowska
obsada: Marcin Pempuś, Bartosz Porczyk, Halina Rasiakówna, Andrzej Szeremeta, Robert Wasiewicz, Ewelina Żak, Krzysztof Zaczecki, Mirosław Zbrojewicz, Karolina Feluch, Artur Karolak, Maria Pisera, Stanisław Przeździęk, Andrzej Słomiński, Elżbieta Smoderek, Julia Szewczyk

Zobacz także

0 komentarze

YouTube