Niepodległość słoików, Teatr PAPAHEMA i Rafał Rutkowski

14:41

Słowo się rzekło. Stało się już oficjalnym. Tak, Warszawa na czterech słoikach stoi, ogromnych słojach. A to, co jest wokół niej to (tylko) ta stolica właściwa, która jak się okazało wśród widowni (i zapewne poza nią) była (i jest) w niewielkim nasileniu. Większość była przyjezdna, większość mieszkająca w Warszawie od kilku ładnych lat, i większość niekwapiąca się płacić podatków właśnie w miejscu swojego aktualnego zamieszkania. No cóż życie, ktoś westchnie. A ktoś inny śmiałym krokiem ruszy do Teatru WARSawy posłuchać jak to z tą niepodległością słoików jest

/fot. Kasia Chmura-Cegiełkowska/

Bohaterowie spektaklu Niepodległość Słoików okażą się ważnymi osobistościami, które (uwierzcie) każdy chciałby spotkać na swojej drodze. Mamy samą Syrenkę Warszawską, Pałac Kultury a nawet Prezydenta w przebraniu oraz…. No właśnie, to już powinniście zobaczyć, a także usłyszeć sami, bo opowieści wszystkich będą naprawdę intrygujące i ciekawe. Ja po tym spektaklu przyznam szczerze, że Pałac Kultury polubiłam bardzo. I oto właśnie chodziło twórcom tego dzieła, żeby tę Warszawę, tę naszą stolicę, zobaczyć na nowo, na nowo ją poznać i może też bardziej polubić. A jeśli ktoś wciąż stoi po tej drugiej stronie barykady i zapiera się jak tylko może, że Warszawa to jednak nie jego miejsce mógł posłuchać również o kilku naszych polskich przywarach. Bo tutaj nie szczędzono też słów, żeby w zabawny sposób zrobić przegląd osobowości i charakterów, jakie w tej naszej stolicy (i Polsce) występują.

Było naprawdę zabawnie, zwłaszcza że Teatr Papahema w połączeniu z Rafałem Rutkowskim odbiegł daleko od klasycznego rozumienia teatru. Odważnym krokiem uciekli ze sceny umieszczając swoich widzów w foyer. Pozwolili pić i jeść, a nawet przechadzać się w stronę baru. Sami zaś przekreślili słowo spektakl i uczynili z niego coś na wzór stand-upu połączonego z – jak to sami ładnie nazwali – Muppet Show. I w takiej konwencji ten spektakl sprawdził się doskonale. Wszystko rozgrywało się w punkt, postacie, sytuacje, wydarzenia, a nawet dialogi jakby żywcem wyciągnięte z ulicy (zasługa to zapewne twórczyni tekstu Agaty Biziuk, która te polskie konwenanse wyłapała). Atmosfera była miła i przyjemna, także z radością i uśmiechem na twarzy całe to widowisko się oglądało. A w połączeniu z przygotowanymi lalkami zwłaszcza.

Zarówno nasz prowadzący w postaci Rafała Rutkowskiego, który stand-up zna od podszewki jak i nasi bohaterowie w postaci Teatru Papahema, wczuli się w całą tę słoikową sytuację i z własnej też słoikowej perspektywy o tym opowiadali (no może z małymi wyjątkami). A to kolejny plus i dodatek do tego spektaklu, bo słowo słoik dzięki temu spektaklowi zmieniło swoje znaczenie na bardzo pozytywne. Od tej pory już chyba nikomu źle się nie skojarzy. Problem jednak pojawił się pod koniec całego show, kiedy energia zaczęła lekko siadać, tempo trochę zwalniać, a publiczność przestawać dopisywać. Wtedy jakby trochę zmienili kierunek swego patrzenia, a spektakl stawał się już mniej fajny niż nam się to wszystkim mogło wydawać na początku. W stand-upach niestety tak bywa, bo jeśli nie pracujesz na dwieście procent to nie pracujesz wcale i publiczność zaczyna się nudzić. Tu właśnie zaczynało tak się zadziewać, zwłaszcza kiedy na scenę wskoczyły piosenki i jakieś aż za bardzo reżyserowane scenki. Ale akurat wtedy byliśmy już bardzo blisko końca, więc to złe wrażenie można powiedzieć zostaje zatarte i wypchnięte z pamięci przez to, co zobaczyć mogliśmy na początku spektaklu, przez tę energię i moc która wtedy dominowała.

/fot. Kasia Chmura-Cegiełkowska/
Niepodległość słoików
tekst: Agata Biziuk
lalki i kreacja przestrzeni: Olga Ryl-Krystianowska
muzyka: Natasza Topor
obsada: Rafał Rutkowski, Paulina Moś, Helena Radzikowska, Paweł Rutkowski, Mateusz Trzmiel
produkcja: Teatr PAPAHEMA

Projekt współfinansuje Miasto Stołeczne Warszawa.
Zrealizowano w ramach stypendium artystycznego Prezydenta Miasta Częstochowy.

Zobacz także

0 komentarze

YouTube