Król Zofius i Cudowna Kura, reż. Punch Mama

10:05

To była moja pierwsza wycieczka do Teatru Guliwer. I już na wejściu to miejsce wzbudziło ogromną sympatię. Nie wiem co jest w nim tak przekonywującego, ale naprawdę chce się tam zostać na dłużej. Cel tej wyprawy było oczywisty: spektakl. Padło na Króla Zofiusa i Cudowną Kurę w reżyserii Punch Mama. Znowu muszę przyznać, że było miło i przyjemnie z jednym małym ale…

/fot. Bartek Warzecha/

Nasz główny bohater Król Zofius (Adam Wnuczko) to człowiek, którego nikt z nas już na wejściu nie darzy sympatią. Bo jak lubić kogoś tak egoistycznego i zapatrzonego w siebie? A kiedy wyrzuca z zamku swoją kochaną Rosalindę (Paulina Skłodowska) za to, że ośmieliła się mu przeciwstawić, to ta niechęć do niego osiąga poziom najwyższy. Oczywiście, nasz Król nie zauważa jak wraz ze zniknięciem jego wnuczki, znika również cały jego dobytek. Nadal się denerwuje i nie rozumie o co tutaj tak naprawdę chodzi. Oskarżając wszystkich wokół o kradzież. Nie czuje się winny. Nie czuje nawet, że coś źle zrobił. Tak go też zostawiamy i wyruszamy w podróż wraz z Rosalindą i jej Cudowną Kurą (Honorata Zajączkowska). Nie obędzie się tutaj bez przygód, poznania nowych i dobrych ludzi, a w końcu bez pomysłu, co zrobić żeby udobruchać Króla Zofiusa. I jak to w każdej bajce za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma rzekami bywa plan na powrót do zamku się znajdzie i sposób na egoistycznego Króla również. Zakończenie będzie miało swój morał, a ten szczęśliwy koniec trochę wybrzmi tak jak powinien. Tylko, że…

Z mojej perspektywy, czyli z perspektywy osoby dorosłej, łatwiej dostrzec przemianę Króla, która i tak nie jest przemianą całkowitą. Bo nie widać, że żałuje tego co zrobił i mocnego postanowienia poprawy. To w jaki sposób wita swoją wnuczkę, gdy ta wraca do zamku żeby mu pomóc raczej nie sprzyja żeby uwierzyć że stał się dobry, raczej łatwiej uwierzyć że wróci do swojej dawnej natury. Poza tym, nie jest dla niego żadnym problemem pozbycie się w dość niemiły sposób z zamku przyjaciół Rosalindy, Timo (Georgi Angiełow) i Tomo (Paweł Jaroszewicz). To niestety sprawia, że ja w tę bajkę nie jestem w stanie uwierzyć. Nie widzę Króla Zofiusa jako dobrego przykładu człowieka, który zmienić się może i tym najmłodszym wyznacza wzór do naśladowania. To jest moja perspektywa, a dostrzegam przecież więcej. Co w takim razie z najmłodszymi dla których ten spektakl jest dedykowany? Czy oni mają szansę na zobaczenie dobrej strony Króla? Dodatkowo spektakl jest naprawdę krótki, a zadziewa się w nim tyle, że spokojnie moglibyśmy zaszyć się w teatrze na dłużej. Dlatego akcja, która wręcz pędzi nie sprzyja temu, żeby pokazać złe, a potem dobre oblicze Króla i wyznaczyć wyraźną granicę pomiędzy akceptowalnym zachowaniem, a tym którego nie chcemy. A przecież to powinny wynieść dzieci z tego spektaklu.

Ale są elementy, które wręcz uwiodły mnie w tej sztuce. Po pierwsze jest to rola Samotnego Opowiadacza (Damian Kamiński). Idealnie wpasowana w konwencję dzieła. Dodająca nieco mroczności i tajemnicy do całości. Mamy tutaj narratora, który przeprowadzi nas przez całość tej bajki, i co najważniejsze sprawi że będzie się ona trzymać w ryzach do samego końca. Po drugie, scenografia i kostiumy. Kolejny raz zahaczamy o odrobinę mrocznego oblicza. Momentami jest kolorowo, ale całość skupia się jednak na oddzieleniu tej dobrej i złej strony wydarzeń. I po trzecie, ten spektakl naprawdę potrafił rozbawić. Rozładować napięcie, które towarzyszyło złemu Królowi, a to sprawiło że najmłodsi widzowie bawili się najlepiej.
/fot. Bartek Warzecha/
Król Zofius i Cudowna Kura
autor: Tankred Dorst
przekład: Jacek Stanisław Buras
reżyseria: Punch Mama
scenografia: Pavel Hubička
muzyka: Tomasz Lewandowski
plastyka ruchu: Arkadiusz Buszko
reżyseria świateł: Damian Pawella
multimedia: Przemysław Żmiejko
obsada: Adam Wnuczko, Paulina Skłodowska, Honorata Zajączkowska, Georgi Angiełow, Paweł Jaroszewicz, Damian Kamiński, Georgi Angiełow, Katarzyna Brzozowska, Paweł Jaroszewicz, Jacek Poniński

Zobacz także

0 komentarze

YOU TUBE