Proces, reż. Krystian Lupa

16:15

Wielkie nadzieje spoczywały na Procesie Krystiana Lupy. I zapewne były to wielkie oczekiwania zobaczenia sztuki wyjątkowej, niepowtarzalnej, o niezwykłym walorze artystycznym. Sytuacja Teatru Polskiego we Wrocławiu zmieniła losy tej sztuki i diametralnie rzutowała na bieg jego prac i przygotowań. Był płacz i krzyk. Był ogromny zamęt obok odwołania spektaklu, który przecież w rękach takiego reżysera, jakim jest Krystian Lupa, miał stać się arcydziełem zyskującym sławę i rozgłos

/fot. Magda Hueckel/

Oglądając mistrzowską Wycinkę, a zaraz potem Plac Bohaterów, aż chciało się wierzyć, że i tym razem reżyser wzniesie się na wyżyny własnej twórczości i stworzy dzieło, za którym pójdą miliony. Ale jak już zostało wspomniane wrocławski konflikt na długi czas odrzucił stworzenie Procesu. I prawdopodobnie gdyby nie warszawskie teatry: Nowy Teatr, Teatr Powszechny, Teatr Studio i TR Warszawa przy wsparciu francuskich instytucji, spektakl nigdy by nie powstał. Ale siły połączono i pozwolono temu dziełu w ogóle zaistnieć. Ciężko powiedzieć ile z dawnego Procesu na scenie pozostało obecnie, ile wycięto a ile dodano. Ale ten Proces już na pewno nie jest tym, który jeszcze oglądalibyśmy rok temu. Dużo zadziało się od tego czasu w Polsce, w mentalności Polaków i dużo zdarzyło się samemu Lupie. Bo odwołanie spektaklu to położenie kości niezgody pomiędzy Polską i władzą, a wielkim reżyserem, sztuką i wolnością artystyczną. Zabolało wszystkich, tych ze środowiska teatralnego i tych którzy z tym środowiskiem związani są chociażby tym, że do teatru chodzą, bo lubią. Zabolało też samego reżysera, który po wznowieniu Procesu postanowił dać wyraz temu co myśli i jak teraz przyszło postrzegać mu kraj, w którym żyje.

Swoją złość i frustrację wylewał na wszystkich. Dostało się nawet publiczności, która zdecydowała się na ten siedmiogodzinny spektakl (jednak) przyjść. Nie oszczędzono tutaj nikogo, może poza artystami, którzy według reżysera zostali jedynymi walczącymi o losy tego kraju. Największa kumulacja wszystkich tych negatywnych emocji ujawniona została w drugim akcie, gdzie od powieści Franza Kafki przyszło odbiec daleko i już tylko opierając się na własnej intuicji, wiedzy i poglądach dawano upust wszystkiemu co boli za życie w takim kraju. Zaczęło to budzić frustrację nie tylko wśród grających. Sama oglądając ten spektakl miałam ochotę krzyknąć, że ja też coś robię i nie zgadzam się z tym o co reżyser próbuje mnie oskarżyć. Ale na tym się nie skończyło, bo dzieło które trwało tak długi czas było również drwiną z ludzi, którzy przyszli zobaczyć sztukę, która jak się okazuje przez całkowite wmieszanie się w politykę i przedstawienie jej wprost straciła na wartości.

Procesowi Kafki odebrano tutaj tak naprawdę główną myśl, którą Józef K. miał sobą głosić. Owszem to był protest, ale nie wobec idei zniewolenia człowieka uwikłanego w system, który rządzi światem tylko protest wobec władzy, która zawłaszcza sobie Polskę. Gdyby nie postać samego Józefa K., w którego wcielił się Andrzej Kłak, straciłabym wiarę nawet w to czy jakąkolwiek wartość ma to co dzieje się na scenie. Aktor praktycznie nie schodząc ze sceny, pokazał że potrafi zrozumieć kafkowskiego bohatera i przenieść go na teatralną scenę. Bo jako jedyny pogrążony był w myślach i problemach bohatera, którego przyszło mu grać. On się wręcz po tej scenie snuł z żalu i bezradności. Żaden splot wydarzeń, liczne improwizacje nie wyrwały go z tego stanu, ba śmiem twierdzić, że jeszcze bardziej go w nim utwierdzały.

Kłak pokazał, że aktorem jest dobrym i że na swoich barkach uniesie ciężar nawet takiej roli. A zdarzało się, że świat sceniczny zamierał wokół niego kiedy ten po scenie zaczął się poruszać. Bo jego krok, każdy jego ruch i gest był tak przemyślany, jakoby sam aktor układał na scenie własną historię zupełnie odległą od tego co inscenizuje sam Lupa, a bliższą temu co próbował powiedzieć Kafka. Dobrym pomysłem okazało się dopisanie Józefowi K. alter ego w postaci Franza K. To on jako jedyny próbuje wpłynąć na zachowanie głównego bohatera. Trochę nim sterować i na siłę przez niego przemawiać. Józef K. pewny jednak swych myśli tłamsi swojego rzec można stworzyciela. Sam Marcin Pempuś, grający Franza K. podobnie jak Kłak próbował tworzyć swoją własną wizję i wersję tego jak widział tegoż bohatera. Odbiegając od reszty spektaklu i to znacznie. Tak, że te dwie postacie stały się niezależnymi bytami w tym dziele i to dzięki nim doszło do przewartościowania i zastanowienia się na kafkowskim bohaterem.

Sam Proces okazał się dziełem trudnym do zniesienia. Mało powiedzieć, że wszystko na scenie toczyło się w czasie rzeczywistym, bo na scenie działo się w tempie zwolnionym trzykrotnie. Ruchy bohaterów wydarzały się w stopniu mikroskopijnym, a powtarzane frazy bolały. I uderzały w samo dzieło. I chociaż ciężko to głośno powiedzieć, ten spektakl był monotonny i w takim też rytmie dział się na scenie. A reżyser nie pokusił się o uszczuplenie dzieła, zachował szerokość wątków i dodatkowo jeszcze dodał do niego wiele swoich myśli. Na szczęście umiał w tym przepychu zachować umiarkowanie w scenografii, która przyodziana w szare barwy nadawała życiu i losom bohaterów odpowiedniego rysu. Nie widziano tutaj żadnych myśli niosących nadzieje, a jedynie dążono do zadania jednego pytania wszystkim zebranym: wiecie co będzie następne? Ten mocny akcent po zabójstwie Józefa K. jako zwieńczenie sztuki w tych ostatnich sekundach poniósł się po sali, która już lekko zmęczona i zdezorientowana na swój sposób odebrała te słowa. Już nie w taki sposób o jakim myślał sam reżyser, a w takim o jakim pomyślał Kłak i Pempuś, bo to oni ponieśli ten spektakl godnie do końca. I jakoś unieśli go na swoich barkach.

/fot. fb.com/MCKNowyTeatr/
Proces (wg powieści Franza Kafki)
przekład: Jakub Ekier
reżyseria, adaptacja, scenografia, światła: Krystian Lupa
kostiumy: Piotr Skiba
muzyka: Bogumił Misala
wideo, współpraca przy reżyserii światła: Bartosz Nalazek
animacje: Kamil Polak
charakteryzacja i fryzury: Monika Kaleta
głosy: Krystian Lupa, Andrzej Kłak, Marta Zięba, Marcin Pempuś, Adam Szczyszczaj, Małgorzata Gorol, Radosław Stępień
współpraca dramaturgiczna, asystenci reżysera: Radosław Stępień, Konrad Hetel
asystent ds. wideo, operator kamery: Natan Berkowicz
asystentka ds. kostiumów: Aleksandra Harasimowicz
obsada: Marcin Pempuś, Andrzej Kłak, Bożena Baranowska, Anna Ilczuk, Michał Opaliński, Wojciech Ziemiański, Ewa Skibińska, Maciej Charyton, Adam Szczyszczaj, Małgorzata Gorol, Marta Zięba, Halina Rasiakówna, Piotr Skiba, Ewelina Żak, Dariusz Maj, Mikołaj Jodliński, Andrzej Szeremeta, Radosław Stępień / Łukasz Jóźków, Konrad Hetel
kierowniczka produkcji: Anna Czerniawska
koordynator techniczny: Paweł Paciorek
koordynatorka, asystentka produkcji: Sylwia Merk

Główny producet: Nowy Teatr
Produkcja: Studio teatrgaleria: Teatr Powszechny; TR Warszawa; Le Quai Centre Dramatique National Angers Pays de la Loire
Koprodukcja: Kunstenfestivaldesarts, Bruxelles; Printemps des Comédiens, Montpellier; Odéon-Théâtre de l'Europe, Paris; Festival d’Automne à Paris; La Filature, Scène nationale – Mulhouse; Théâtre du Nord, Lille; HELLERAU - Europäisches Zentrum der Künste Dresden; Onassis Cultural Centre-Athens

Zobacz także

0 komentarze

YouTube