Płyń, reż. Roma Gąsiorowska, Pia Partum, Wojtek Urbański

10:14

W październiku 2015 roku do księgarni trafia trzecia solowa płyta Piotra Roguckiego J.P. Śliwa. A właściwie to płyta wraz z dramatem, dzięki któremu poznamy osobę pod tajemniczymi inicjałami J.P. i dowiemy się kto to właściwie ten Śliwa jest. Da nam to podstawę do stworzenia obrazu człowieka znikąd, człowieka z ambicjami i marzeniami, który wiele poświęca dla siebie i swojego szczęścia. Na próżno jednak szukać tu recepty jak żyć poprawnie, bo autor tego tekstu każe nam patrzeć szerzej. Na wszystkie aspekty rzeczywistości, dzięki którym dowiemy się co Śliwa swoją postawą chce powiedzieć ludziom

/fot. Rafał Kudyba/ Paradox Media/

Ponoć plany przeniesienia dramatu Piotra Roguckiego na scenę istniały już od dłuższego czasu, w końcu Roma Gąsiorowska postanawia ten plan wcielić w życie. I tak zapraszając do współpracy Pię Partum oraz Wojtka Urbańskiego tworzy coś na wzór spektaklu, widowiska bądź jak kto woli przedstawienia. Wiele zadzieje się na scenie co sprawia, że pod wieloma względami należy ten projekt rozpatrywać. Bo połączą się tutaj aż trzy kategorie: teatr, muzyka i obraz. Po pierwsze projekt Płyń stanie się koncertem, podczas którego usłyszeć będzie można nowe aranżacje utworów z płyty J.P. Śliwa w wykonaniu Matyldy Damięckiej, Ireny Melcer, Tomasza Schuchardta czy samego twórcy, Piotra Roguckiego. Mocne brzmienia w odpowiedniej aranżacji tak najkrócej można powiedzieć o scenicznych popisach. Będą one dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Każdy dźwięk znać będzie swoje miejsce i czas, w którym przyjdzie mu ujawnić się publiczności. Każdy zaś gest wykonywany przez aktorów będzie miał swoje uzasadnienie, odbicie w teatralnych formach. To pozwoli kierować swój wzrok w kierunku Tomasza Schuchardta, który na scenie przyjmuję rolę Jana Pawła Śliwy. I to od niego zacznie się opowieść o człowieku zagubionym we własnych pragnieniach.

Rzec można, że Jan Paweł Śliwa (noszący imię po wielkim Polaku) to marzyciel. Człowiek, który żyje ambicjami o ukończeniu kursu pisania scenariuszy i zostania wielkim dramaturgiem. Nie przypadkowo przecież rzuca studia teatrologiczne i postanawia poza granicami Polski szukać własnego szczęścia. On jeszcze wierzy, że tam za polską granicą marzenia się spełniają, a sukces i kariera leży na ulicy. Kiedy go poznajemy tkwi w pewnym stanie zawieszenia. Wciąż ma marzenia, ale z racji tego, że jakoś nie szybko się spełniają zostaje hydraulikiem. Uważa to za stan chwilowy, stan po którym przyjdzie (bo i musi) lepsze. Lecz staje się to tylko pozorem, omamem który chce przekazać innym, otoczeniu. Bo tak naprawdę już nawet sztuczny uśmiech nie gości na jego twarzy. Jego ambicja na zostanie kimś znikła. Traci resztki nadziei i zapada w dziwny stan letargu. W stan zawieszenia pomiędzy nijaką przeszłością, a marzeniami o wielkiej przyszłości.

Rzecz można, że Jan Paweł Śliwa to każdy z nas, taki everyman. Człowiek pokolenia Jana Pawła II, pokolenia X i Y. Człowiek, któremu historia narzuciła bycie kimś, stworzenie życia, lepszego niż mieli jego rodzice. Na oślep dąży do tego, żeby pokazać, że go stać, że może. Toczy walkę z przeciwnościami współczesności i udaje, że zawsze ją wygrywa. To dążenie do bycia kimś, do posiadania więcej niż mają inni w końcu staje się niemożliwe. Człowiek nie wytrzymuje tej presji i tak jak J.P. Śliwa poddaje się. Już wie, że na nic zda mu się kilka fakultetów, pieniądze, marzenia, bo współczesny świat jest okrutny. A już najbardziej dla ludzi znikąd, dla ludzi, którzy chcieli zawalczyć. Dlatego też J.P. Śliwa staje się głosem człowieka z ludu, na jego przykładzie pokazane są błędy w podziale społecznym, które już z góry ludzi pretendujących do elit spychają na samo dno.

Rzecz można, że Jan Paweł Śliwa to człowiek zagubiony. Człowiek, który poświecił swoje ideały dla bycia wolnym. Zdejmuje krzyż ze swojej szyi, choć od zawsze matka mu mówiła, że jeśli to zrobi to pójdzie do piekła. Wyjeżdża i zaczyna od początku. Lecz co jeśli więcej ze mnie nie będzie – pyta. Spotyka się z Małą (Matylda Damięcka), która jest obrazem jego dawnego życia. Stara się z nią rozmawiać, coś jej tłumaczyć. Ale ona nie słucha, wytyka mu dawne czyny, a potem znika i jej głos pozostaje ledwie słyszalny wyłącznie w głowie bohatera. Mamy też matkę (Agata Kulesza, wyłącznie na wideo art.), która stara się ze swoim synem utrzymać jakiś kontakt. Szybko jednak okazuje się, ze prowadzi monolog, a J.P. Śliwa wyłącznie przytakuje. Relacja matki z synem jest spłycona. Nie ma jej. Nie istnieje. Stosunek do kobiety, która go wychowała staje się stosunkiem do wszystkich ludzi. Przecież mino trzydziestu paru lat Śliwa wciąż jest samotny. Siedzi zamknięty w czterech ścianach i rozmawia tylko z głosem we własnej głowie. Nawet jego kolega Alan (Irena Melcer), który wpada załatwić z nim interesy nie rozumie go wcale, choć jest dokładnie taki sam. Żyje w podobny sposób jak J.P. Śliwa, być może z podobnymi ambicjami.

/fot. Rafał Kudyba/ Paradox Media/
Bohaterowie udają. Pokazują, że są silni, a wewnętrznie ulegają destrukcji. Wiedzą czego chcą, ale nie mają pojęcia jak to osiągnąć. To pokazuje jak kruchymi są istotami, z jaką łatwością przegrywają z codziennością. Stopniowo zaczynamy rozumieć, że ich historie stają się także naszymi, dobrze znanymi z codziennego życia. Muzyka, która pojawi się w ich historii stanie się dopełnieniem ich własnej osoby. Doskonałymi didaskaliami, które wyjaśnią los everymana. Z kolei na ekranach umieszczonych nad scenami pojawiają się nietypowe wizualizacje. Czasami obrazy trudne do zidentyfikowania. Zazwyczaj kolorowe. Wielowarstwowe. I zanim odkryjemy co pod tymi warstwami się kryje na ekranie zdąży się już pojawić kilka następnych. Lecz ta szybkość obrazu nie jest przypadkowa. Nie przypadkowo wchodząc na widownię jesteśmy również osaczeni przez wizualizację, bo to jest przecież nasza codzienność. Tylko w rzeczywistości jest mniej dostrzegana. Nie widzimy tej sieczki medialnej i obrazów, które się nam narzuca. Dopiero tutaj, na widowni, zaczyna nam to przeszkadzać. Ale mowa tutaj o odczuciach, emocjach, bo o samych dziełach należy powiedzieć, że były one jak najbardziej trafione. Bo już nie tylko dopełniały widowisko, ale również tworzyły jego struktury.

Ta mieszanka różnych form sprawia, że projekt Płyń Romy Gąsiorowskiej i Piotra Roguckiego oddziałuje na każdy ze zmysłów. Widzimy, czujemy, słyszymy. Stajemy pośrodku wszystkich napływających emocji i choć często nie rozumiemy przyjmujemy je. Poznajemy bohaterów, ich losy, zmartwienia. Godzimy się z tym bądź nie. Wychodzimy z widowiska usatysfakcjonowani lub w przekonaniu, że to nie było to. Lecz udało się twórcą stworzyć konkretne dzieło, które swojego odbiorcę nie pozostawia widza bez żadnych emocji. Nie musimy jednak doszukiwać się w projekcie czegoś więcej niż tylko muzycznej warstwy (co zrobiłam ja), bo i ta wystarczy, żeby odkryć coś nowego, jakieś nowe brzmienia, nową wersję Piotra Roguckiego czy nową muzykę.

/fot. Rafał Kudyba/ Paradox Media/
Płyń
reżyseria: Roma Gąsiorowska, Pia Partum, Wojtek Urbański
scenariusz i teksty: Piotr Rogucki
scenografia: Roma Gąsiorowska, Michał Bojara, Tomasz Sierotko
kostiumy: Flora Kamusińska, Roma Gąsiorowska, Paulina Ptasznik
światło: Tomasz Sierotko
obsada: Tomasz Schuchardt, Piotr Rogucki, Matylda Damięcka, Irena Melcer, Agata Kulesza (na wideo art)

*Płyń to projekt Romy Gąsiorowskiej i Piotra Roguckiego, oparty na tekście i muzyce z albumu P. Roguckiego pt.: „J. P. Śliwa”.
**Płyń to pierwsza produkcja W-arte! – platformy artystyczno-edukacyjnej założonej przez Romę Gąsiorowską.

Zobacz także

0 komentarze

YouTube